czwartek, 26 stycznia 2012

5 rzeczy które powinieneś przemyśleć, jeśli medytujesz.

Głęboko przekonany, że tym co stoi na drodze do uprawiania poprawnej medytacji jest nie brak odpowiedniej wiedzy czy przekonań, ale wręcz przeciwnie zbyt duża ilość jednego i drugiego, postanowiłem przybliżyć najczęściej powtarzane mity na jej temat, wiara w które prowadzi do błędnych założeń, a w efekcie braku pełni pozytywnych skutków medytacji.

Gubimy się w zawiłych teoriach podczas gdy prawdziwa medytacja jest dużo prostsza oraz po prostu inna niż myśli wiele osób. Panują zbiorowe niemalże podświadome mity, których być może nikt nie powtarza głośno, a jednak wiele osób "po cichu" przyjmuje je za pewnik. W poniższym raporcie przybliżę 5 najważniejszych tego rodzaju błędnych twierdzeń. Odniosę się zarówno do błędów przy samej medytacji, jak i do poglądów na jej temat. UWAGA! Jest to raport dotyczący świeckiej medytacji, czyli medytacji odciętej od jakichkolwiek religijnych dążeń. W przekonaniu autora medytacja jest sposobem pracy z umysłem prowadzącym do lepszego skupienia na tym co dzieje się w danej chwili i dzięki temu przeżywania swojego życia w pełni, świętując każdy jego moment. Jeśli nie tego szukasz nie czytaj dalej, bo nic z poniższych słów nie będzie miało dla ciebie sensu.


1.Medytacja jest ucieczką przed stresem i problemami życia.

Wiele osób traktuje medytacje jako sposób na "ucieczkę w zapomnienie" przed tym co wydaje im si złe i niechciane, tymczasem ma ona na celu coś dokładnie odwrotnego. Nie ucieczkę przed problemami, ale stawianie im czoła z podniesioną głową. Nic dziwnego, że np. w tradycji Szambali ścieżka medytacji jest porównywana do ścieżki wojownika. Kiedy dopadnie nas problem mamy tendencje do uciekania w swoje myśli szukając usprawiedliwień, wymówek lub po prostu poddając się negatywnym emocjom. Medytacja uczy pozostawania w takich chwilach obecnym tu i teraz. Kiedy nauczymy przestać tłumić i odrzucać ból i cierpienie, a zaczniemy je obserwować oraz akceptować, wtedy tak naprawdę zyskamy spokój i pełnię życia. Nawykowa ucieczka powoduje, że stajemy się jakby cieniem samego siebie. Z czasem zaczynamy widzieć świat jak przez grubą zabrudzoną szybę. Kolory są przytłumione, obraz wypaczony, a dźwięki ledwo dochodzą naszych uszu. Medytacja nie jest, a przynajmniej nie powinna być ucieczką przed stresem, powinna być jak miecz rozcinający stres w pół.


2.Medytacja ma na celu relaks. Jak przyjemnie jest medytować!

Takie założenie powoduje, że podczas sesji medytacyjnej, czasem świadomie, czasem podświadomie staramy się dążyć do tego charakterystycznego uczucia ciepła i błogości, które większość medytujących zna. Nie jest to bynajmniej korzystne. Postępując w ten sposób nie otwieramy się na chwilę obecną, lecz przeciwnie zamykamy starając się sztucznie generować przyjemne odczucia. Ale dlaczego to takie złe skoro czuje się dobrze? - zapytasz. Jest to złe ponieważ prowadzi do zamykania się w swojej głowie i unikania prawdziwego życia. Na nieszczęście osób tak postępujących problemy nie znikną po wstaniu z poduszki medytacyjnej, a będąc w stanie "przyjemnego otępienia" nie będziesz chciał robić nic by je rozwiązać (po co skoro jest tak przyjemnie). Dzięki temu, że tak sprytnie odciąłeś się od rzeczywistości wkrótce spowodujesz, że te nierozwiązane problemy się nawarstwią i w końcu doprowadzą to sytuacji, w której albo stawisz im czoła, albo pozwolisz aby twoje życie legło w gruzach. Medytacja nie jest sztuką odcinania się od rzeczywistości, lecz sztuką głębokiego w niej zakorzenienia. Oczywiście jest to czarny scenariusz, gdzie doprowadziliśmy takie postępowanie do absolutnego ekstremum. Bardziej prawdopodobne, że staniesz się powolny, ospały i nieobecny, przez co będziesz gorzej pracował oraz czerpał mniej radości z życia (tak tak dobrze czytasz!) nie potrafiąc cieszyć się szczęściem, którego w danym momencie doświadczasz. Prawda jest taka, że medytacja jak najbardziej może być przyjemna, ale nie musi. Nigdy nie wiesz jaka będzie twoja medytacja. Spowodowane jest to samą jej naturą, która nie polega na generowaniu lub dążeniu do jakichkolwiek myśli czy emocji, a na obserwowaniu tego co się dzieje w naszej głowie na bieżąco. Jeśli wróciłeś zły z pracy, twoja sesja nie będzie z początku wcześniej ukrywanych przed samym sobą emocji z ulgą. Innymi słowy oczyszczenie. Masz widzieć świat takim jakim jest i przyjmować go ze spokojem
ducha, nie wmawiać sobie że żyjesz w bajce.


3.Dzięki medytacji nie będziesz potrzebował niczego do szczęścia.

Przeniesiesz się do jaskini i będziesz żył długo i szczęśliwie. Pewnie. Na tym świecie są nam dane różne przyjemności i tylko głupiec by z nich nie skorzystał. Nieodłącznym elementem życia jest zarówno ból jak i przyjemność. Tym co powinno się zrozumieć jest to, że tak zwane szczęście nie zależy od krótkotrwałych zmysłowych przyjemności i nie należy na nich polegać w celu bycia szczęśliwym. Powiedzmy, że głęboko nieszczęśliwy człowiek z niską samooceną i w stanie depresji dostanie samochód marki Ferrari. Prawdopodobnie przez pierwszy miesiąc będzie czuł się świetnie, potem jednak emocje opadną i człowiek ten stanie się w swoich oczach tylko "zwykłym nieudacznikiem z Ferrari". Te same negatywne myśli powrócą. Inny przykład. Seks. W momencie uniesienia i orgazmu jest bardzo przyjemnie, ale już krótką chwilę później jesteśmy z powrotem na ziemi z takimi samymi ludźmi z takimi samymi problemami i zmartwieniami jak przed chwilą. Jednak czy życie bez przyjemności nie byłoby po prostu... nudne? Co by Ci dało wyzbycie się tego wszystkiego? Medytując nauczysz się śmiać kiedy jest czas na śmiech i płakać kiedy jest czas na płacz, a potem ruszyć dalej przez życie nie oglądając się za siebie i nie obwiniając nikogo o swój los. Odkryjesz też, że czasu na prawdziwy płacz jest o wiele wiele mniej niż się spodziewałeś.


4.Człowiek medytujący się nie złości.

Osoby medytujące czasem narzucają sobie zakaz okazywania złości. Nie bierze się to ze świadomej decyzji, ale raczej z podświadomego założenia, że "jeśli dobrze medytuję nie powinienem się złościć" i co za tym założeniem idzie nałożenie sobie swego rodzaju autocenzury aby utwierdzić się z fakcie że jesteśmy tacy jacy chcieliśmy być, czyli że medytacja "działa". Wielu ludzi wyobraża to sobie tak, że podczas stresującego zdarzenia zaczynasz myśleć "Ha! nie dam się, przecież medytowałem przez xyz czasu" po czym świadomie "siłą umysłu" eliminujesz swój stres. Nic bardziej mylnego. Jeśli coś ma cię nie stresować nawet przez myśl Ci nie przedzie, że jest to stresujące. Dzięki medytacji będzie dochodziło właśnie to tej drugiej sytuacji. Prawdą jest, że medytacja powoduje zmniejszenie bądź potencjalnie wyeliminowanie złości z życia, problem polega na tym, że tłumiąc ją działamy w przeciwnym kierunku. Powoduje to odwrotny skutek, bo czemukolwiek się opieramy, wzmacniamy to. Im bardziej nie chcesz myśleć o czerwonym smoku tym bardziej prawdopodobne, że właśnie o nim myślisz. Cała sztuka ma polegać na tym żeby w naturalny sposób "po prostu" nie odczuwać lęku, złości itp. Jeśli już je czujesz to znaczy, że nie dotarłeś wystarczająco daleko i w tym momencie nie możesz zrobić nic więcej niż być złym lub przestraszonym lub cokolwiek innego i obserwować swoją złość.


5.Jeśli dużo medytuje to naturalne, że nie podejmuje już w życiu wyzwań, ponieważ wiem, że prawdziwe szczęście kryje się wewnątrz.

Uważam, że nieważne jak uduchowionym człowiekiem jesteś, nie możesz po prostu siedzieć w miejscu i nic nie robić. Jeśli przestaniesz żyć "aktywnie" medytacja nic Ci nie pomoże i staniesz się rozleniwionym, zrzędliwym dziwakiem. Nie ważne co wmawiają Ci niektórzy, siedzenie w górskiej jaskini w samotności nie leży w ludzkiej naturze. Nie dajmy się zwariować. Osobiście znam ludzi, którzy zmierzają w tym kierunku i przeważnie są to ludzie z problemami, nie potrafiący współżyć z innymi i uciekający przed rzeczywistością w samotność. Medytować i nie podejmować w życiu wyzwań, nie stawiać sobie celi i nie rozwijać się, to jak brać odżywki i nie chodzić na siłownię. Medytacja ma ci pomóc lepiej żyć, ale jeśli nie będziesz działał, to to co robisz nie nazywa się już życie tylko wegetacja. Kolejnym faktem powiązanym z jednym z wcześniejszych punktów jest to, że jeśli ty nie będziesz stawiał wyzwań życiu, życie zacznie stawiać je tobie, i uwierz mi nie będą to wyzwania jakie być chciał podejmować. Nie muszą to być wielkie sprawy jak wspięcie się na Mount Everest, mamy także swoje mniejsze codzienne wyzwania np. jeśli w swojej pracy będziesz dawał z siebie wszystko możesz postawić sobie za cel (to będzie twoje wyzwanie), że zostaniesz awansowany lub, że wywalczysz sobie podwyżkę. Jeśli nie będziesz starał się dobrze pracować, może dojść do tego że zostaniesz zwolniony i następne wyzwanie przed którym staniesz będzie polegało na znalezieniu pracy. Które z wyzwań wybierasz? Powyższe słowa nie oznaczają, że szczęście nie kryje się wewnątrz, ale istnieją pewne nazwijmy prawa natury, którym nie sposób uciec. Mówiąc, że szczęście kryje się wewnątrz ktoś miał na myśli to, że sami wybieramy jak reagujemy na to co się dzieje. Przykładem mogą być dwie dowolne osoby, które reagują zupełnie inaczej na to samo zdarzenie. Można zareagować oburzeniem i nerwami, a można zachować spokój lub nawet się zaśmiać. Tego właśnie uczy medytacja. Tak naprawdę nikt i nic nie uczyni Cię szczęśliwym...poza tobą samym.


Na zakończenie

Jeśli przeczytałeś uważnie oraz regularnie medytujesz, być może dostrzegłeś że jeden lub więcej punktów traktuje właśnie o tobie. W takim przypadku moim apelem jest abyś nie tylko przyznał mi rację, bo z tego nikt nie będzie miał żadnych korzyści, ale żebyś już od następnej sesji medytacyjnej wprowadził stosowne zmiany i przeniósł swoją medytację na wyższy poziom.

środa, 21 grudnia 2011

Koniec zimowej depresji. Tu i teraz!


Spoglądając na depresję od strony medytacji odkryjemy, iż jest to jedna lub wiele negatywnych pętli myślowych, w których uporczywie tkwimy nie zdając sobie z tego sprawy. Gdybyśmy tylko wiedzieli... Kto wiedząc, że jego złe samopoczucie powodowane jest prze powtarzające się w kółko negatywne myśli, nie postanowiłby powiedzieć sobie "stop!"? Niestety zjawisko to ma to do siebie, że "myśląc w kółko" nie zdajemy sobie z tego kompletnie sprawy, dopiero zdystansowanie się do niego i zaobserwowanie całej sytuacji "z boku" uświadamia nas co się tak naprawdę dzieje.

Oczywiście tak prosto jest tylko w teorii, bo jak zauważyć że powtarza się ciągle te same schematy, jeżeli warunkiem ich powtarzania się jest to, że nie zdajemy sobie z tego sprawy? Wymaga to dużej samoświadomości, i muszę Cię sprowadzić na ziemię, nie nastąpi samo z siebie. Jedynym znanym mi sposobem na wyrwanie się z tego cyklicznego kołowrotka myśli jest... medytacja. Co za niespodzianka! Regularnie medytując pomagasz sobie żyć tu i teraz, na bieżąco dostosowując swoje zachowania do sytuacji, w przeciwieństwie do nawykowego i mechanicznego działania według ciągle tych samych zasad. To tak jakbyś potrafił ciągle obserwować swój umysł i w momencie kiedy pojawi się depresyjna myśl, mówił "o nie nie mam zamiaru znowu bezsensownie się dołować" i zamiast odruchowo poddać się tej myśli świadomie wybrał to jak się będziesz czuł.

Zachęcam do przeglądania poprzednich postów z instrukcjami do medytacji!

Pozdrawiam i życzę wesołych świąt.

wtorek, 18 października 2011

Relacja uczestnika kursu medytacji. Co daje medytacja. VIDEO

Filmik dla tych lepiej rozumiejących język angielski. Młody absolwent kursu medytacji opowiada w prostych słowach i z punktu widzenia zwykłego człowieka takiego jak Ty czy ja o tym co daje medytacja. Wideo zmienia podejście do tematu i otwiera oczy na największe błędy w rozumieniu sedna tego czym jest medytacja.


czwartek, 13 października 2011

Jak obserwować swoje myśli.


Cala zabawa z medytacją polega tak naprawdę na "nie wtrącaniu się" w nasze świadome procesy myślowe. Można wyróżnić 2 procesy, które mają miejsce podczas medytacji:

- obserwacja
- akceptacja

Jeśli już od jakiegoś czasu medytujesz pewnie natrafiłeś na problem polegający na przejmowaniu kontroli i próbom celowego zmieniania emocji/myśli tak aby bardziej "pasowały" do stanu medytacji. Jest to niejako automatyczna tendencja, którą należy rozpoznać i wyplenić poddając się spokojnie naturalnemu tokowi myśli.Tylko w ten sposób w raz z opływem minut zaczniemy odkrywać, że myśli tych ubywa lub stają się tylko tłem, a na pierwszy plan wysuwa się tu i teraz. Każda walka o niemyślenie jest myślą, ogólnie czego byśmy nie robili i jak byśmy się nie starali, wszystko jest jakąś formą myślenia. Jeśli podchodzisz do medytacji tak jak do wszystkiego innego w życiu, zmień podejście. W życiu kiedy coś dzieje się nie tak, podejmujesz świadomą akcje w celu zmiany sytuacji. Podczas medytacji nie staraj się postępować podobnie, gdyż w przeciwnym razie umysł zamiast uspokoić się wpadnie w jeszcze większy kołowrotek myśli.


Co konkretnie robić? Usiąść i nawet nie skupiać się na oddechu. Jeśli tylko odpowiednio się wyciszysz oddech sam się ujawni, chociaż tak naprawdę ciągle tam był, tylko my nie słuchaliśmy. Zauważać go gdzieś na peryferiach świadomości, zacząć dostrzegać myśli jakie krążą po głowie. Niech sobie krążą. Równocześnie dostrzegać zabarwienie emocjonalne w jakim się znajdujemy. Niech sobie będzie jakie jest. To jest właśnie wspomniana wyżej akceptacja. Trwać w takim stanie, nawet jeśli nie jest przyjemny. Jeśli doświadczanymi emocjami będą złość i gniew, proszę bardzo. Zamiast nawykowego spychania ich w głąb podświadomości staw im czoła. Podczas prawidłowej sesji medytacyjnej (wyłączając sytuacje kiedy jesteśmy skrajnie wyprowadzeni z równowagi) myśli i uczucia powinny powoli zanikać zostawiając po sobie tylko lekki ślad oddechu  aż w końcu i on zaniknie i "pojawi się pustka". Kiedy już przerwiesz te pustkę myślą "o właśnie nie myślałem o niczym" spójrz wstecz i przypomnij sobie jak wyglądało to uczucie. Od zwykłego zasiedzenia się w miejscu i tak zwanego "zamulenia" stan ten rożni się uczuciem uważności. Nie robisz nic, nie myślisz o niczym, ale jesteś cały czas świadomy. Nie wyłączasz się i nie odpływasz.

Jeśli czujesz, że coś jest nie tak postaraj się podejść do kolejnej medytacji "od zera" biorąc pod uwagę spostrzeżenia zawarte powyżej.

wtorek, 20 września 2011

Największe kłamstwo na świecie

Byłem kilkukrotnie na spotkaniach pewnej grupy medytacyjnej. Poszedłem tam z ciekawości, myśląc że obecność innych przyczyni się do lepszego zrozumienia medytacji. Niestety doznałem rozczarowania.


Do rozpoczęcia regularniej medytacji i zgłębiania tak zwanej filozofii wschodu popchnęło mnie obrzydzenie tym co widziałem w kościele. Grupy małych ludzików spotykające się w zabytkowych budynkach zjednoczone przez instynkt stadny podobny krowom na pastwisku. Ludzie żyjący w tak głębokim strachu przed odpowiedzialnością za własne życie, że z ulga oddają je w ręce "siły wyższej". Ludzie potrzebujący kogoś kto stanie nad nimi i wyda rozkaz, da jedną jasno wytyczoną ścieżkę, którą wystarczy tylko ślepo podążać. Odprawiają oni dziwne rytuały mające im dać poczucie bezpieczeństwa, bo przecież każdy myślący człowiek wie, że nie ma żadnego związku miedzy 10-krotnym odklepaniem kilku zdań, a jakąkolwiek zmianą w życiu. Czyż obietnica raju po śmierci nie jest najdoskonalszą wymówką na zmarnowanie sobie życia? Czyż nie jest to najwygodniejsze kłamstwo, zapewniające nam iluzje szczęścia w przeciętności? Stanowczo odrzuciłem tą iluzję. Stanowczo odrzuciłem to kłamstwo.


Tak więc poszukiwanie prawdy zaprowadziło mnie do grupy medytujących. Wiedząc, że medytacja ma być "pracą z umysłem" założyłem, że Ci ludzie będą znali prawdę. Przecież zamiast marnowania godziny (lub więcej) w tygodniu na śpiewanie słabych piosenek + recytowanie kiepskich wierszyków, oni pracują z umysłem. Czyż nie brzmi to konkretnie, wiarygodnie i logicznie? Okazuje się, że tylko w teorii. W praktyce ludzie Ci w ogromnej większości po prostu podmienili jedną iluzję na drugą. Zamiast krzyża przed którym trzeba klękać z uniżeniem, był obrazek guru, zamiast mszy świętej inne "nabożeństwo", zamiast "zdrowaś mario" jeszcze dziwniejsza formułka. Wreszcie zamiast kościelnych dewotek z kołka radia maryja chodzących codziennie na msze i przestrzegających najdrobniejszych rytuałów, były tam buddyjskie dewotki przestrzegające w najdrobniejszych szczegółach swoich buddyjskich rytuałów z pełnym przekonaniem, że przebyły ogromny szmat drogi. Gdyby tylko przestały spoglądać na innych i choć raz zerknęły na siebie zobaczyłyby, że droga którą tak mozolnie podążają to bieżnia elektryczna utrzymująca je ciągle w miejscu.


Ludzie dawniej wierzący, że grzechem jest jeść mięso w piątek i uprawiać przedmałżeński seks, po przejściu na buddyzm chłoną jak gąbka kolejny system przekonań nie kwestionując go i nie zadając prostych pytań "dlaczego?" lub "po co?" tak samo jak przy poprzednim systemie. Teraz muszą być dobrymi buddystami, bo tym razem poznali prawdę. Tym razem dadzą z siebie wszystko. I tak niejedzenie mięsa w piątek zmienia się w wegetarianizm, a przedmałżeńska wstrzemięźliwość w całkowity celibat.....

Gdyby chrześcijaństwo było snem, a "prawda" rzeczywistością, to przejście na buddyzm lub jakakolwiek inna religie byłoby kolejnym snem, w którym śnimy o tym że się obudziliśmy. Podobno człowiek może mieć nawet do 4 rożnych snów jednej nocy. Jak myślisz ile Ty ich wyśnisz zanim otworzysz oczy?

piątek, 26 sierpnia 2011

Problem z medytacją, na który trafi KAŻDY

Chcąc medytować nie wystarczy po prostu usiąść i przez przysłowiowe 15 minut siedzieć w miejscu. Często podczas praktyki wpadamy w rutynę bądź tez rożnego rodzaju "pułapki". Dzisiaj przybliżę jeden z podstawowych błędów na który napotyka każda osoba praktykująca medytacje. Podkreślam, że ktoś kto nie medytuje prawdopodobnie nie będzie miał zielonego pojęcia o czym pisze, a po dotarciu do 3 akapitu uzna to wszystko za nic nie warte brednie i przełączy na kartę z Facebookiem. Niemedytujących przed przeczytaniem zachęcam do bliższego zapoznania się z medytacją tutaj.


Jeśli medytujesz od dłuższego czasu bardzo możliwe, że Twój umysł stopniowo zaczyna oszukiwać Cie i zamiast obserwować oddech koncentrujesz się na przykład na bliżej nieokreślonym przyjemnym odczuciu w głębi ciała. Jest to jedna z najczęstszych pułapek występujących podczas medytacji i nie ma co się obwiniać za naturalne tendencje do dążenia do tego co przyjemne. Dlaczego jednak jest to błąd? Skoro jest tak przyjemnie to na co tu narzekać? Celem praktyki jest rozwijanie uważności, ponieważ dzięki niej stajemy się bardziej pewni siebie, nieskończenie bardziej otwarci, potrafimy odnaleźć wspólny język z każdym, prawdziwie współczuć, lepiej stawiamy czoła problemom,  nie budujemy fałszywych wyobrażeń na temat życia i ludzi takich jak wszyscy politycy kradną, cały świat jest zły lub wszystko i zawsze będzie dobrze, nie chowamy urazy za dawne przewinienia innych ludzi. Istnieje wiele innych bardziej skomplikowanych form korzyści jakie płyną z medytacji, ale nie o tym jest artykuł, wiec do rzeczy.


Wczuwanie się w jakiekolwiek uczucie, rozmyślanie na temat czegokolwiek oddala nas od uważności, a tym samym od wyżej opisanych korzyści z niej płynących. Kiedy medytujemy poprawnie czujemy "więcej życia w życiu", wyciskamy z niego wszystkie soki, ale nie jak zwykle poprzez rozbuchane, niekontrolowalne emocje, lecz w towarzystwie silnego niewzruszonego spokoju. Kiedy przestajemy medytować poprawnie? Można to poznać po uczuciu odcięcia od rzeczywistości. W takiej sytuacji podczas sesji dochodzi do zamknięcia na świat zewnętrzny, czujemy wtedy jakby cienka zasłona umysłu okrywała nas i oddzielała od rzeczywistości i czystej niezakłóconej percepcji.


Jeśli już złapiemy się na popełnieniu tego błędu, najprostszym lekarstwem jest po prostu powrót do korzeni. Podstawy praktyki są wszystkim co potrzebne i wystarczające do przynoszącej korzyści medytacji.

Kto doczytał do końca niech napisze na Facebooku "przeczytane".

Szczęścia, szczęścia i jeszcze więcej szczęścia

Paweł

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Dualizm

Temat dzisiejszego wpisu ściśle łączy się z medytacją, ponieważ medytacja ma miedzy innymi na celu odejście od dualizmu. Ale co to jest dualizm? Ma on wiele rodzajów w zależności od tego do czego go w danym momencie odniesiemy. Dualizm ciała i umysłu, myślenia i mowy, dualizm emocjonalny itd. W tym artykule zajmę się głownie tym ostatnim.


Filozofia buddyjska mówi, że przeciwieństwa są ze sobą nierozerwalnie związane. Naturą wzlotu jest to, że po nim następuje upadek, a wszystko co jest dobre niesie w sobie ziarno zła. Z drugiej strony zło nie może istnieć bez dobra i zawiera w sobie jego zaczątek. Wiele ciekawych i pouczających rzeczy o naszym codziennym życiu możemy z tego wywnioskować. Przykład? Nie ma sukcesów bez porażek. Skoro istnieje sukces musi też istnieć porażka, dlatego w obliczu porażki nie warto się poddawać i załamywać. Jest ona naturalnym i nieodłącznym elementem naszego życia. Nie możemy wymagać od siebie nieomylności, ponieważ coś takiego najzwyczajniej w świecie nie istnieje. Przyjmując to do wiadomości możemy o wiele łatwiej znosić niepowodzenia wiedząc, że "takie jest życie" i idąc dalej po sukces, bo skoro była już porażka to zostaje nam tylko drugi element, sukces. Możemy być tego pewni, bo przecież wszystko zawiera w sobie ziarno swojego przeciwieństwa.


Jak wielu ludzi żyje w ciągłej karuzeli emocji miotających nimi we wszystkie możliwe strony. Przeżywają chwilowe wzloty i uniesienia, którym zawsze towarzysza bolesne upadki. Słowo emocja wywodzi się łaciny i oznacza zakłócenie, inaczej mówiąc odchylenie od naturalnego stanu neutralnie-przyjemnego spokoju. W wybuchu nienawiści człowiek jest zdolny zabić, pod wpływem głębokiego przejmującego smutku odebrać sobie życie, podobnie duże natężenie innych emocji nie wróży nic dobrego. Nic dziwnego, ze artyści i wielcy twórcy literatury przyrównywali emocje do choroby, a romantyczna miłość często wyniszczała bohaterów powieści. Zauważ, że niektóre nawet pozornie przyjemne uczucia jak pobudzenie seksualne są w rzeczywistości nieprzyjemne, a dopiero zaspokojenie prowadzące do ich zaniku, jest przyjemnością.

Medytacja nie ma na celu wykluczenia elementu negatywnego, ani też zwiększenia ilości pozytywów w naszym życiu. Ma na celu zaprzestanie różnicowania. Jeśli widzimy zjawiska bez dodawania do nich etykiety "dobre" i "złe" dualizm przestaje istnieć. Nic nie jest już "takie i takie". Wszystko po prostu jest. Skutkiem tego przestajemy reagować tak emocjonalnie, a "negatywne" wydarzenia w naszym życiu przestają być takie negatywne. Są po prostu tym czym są. Bez oceny.


W miarę jak oddalamy się od dualizmu zauważamy, że przestajemy oceniać i skreślać ludzi, co prowadzi do tego, że nasze kontakty z innymi ulegają znacznej poprawie.  Przestajemy także narzekać na sytuacje polityczna, rzad, upał w lato, mróz w zimę i wiele wiele innych rzeczy. Stajemy się bardziej tolerancyjni, otwarci, ciężko nas wytrącić z równowagi, a nasz nastrój można coraz częściej określić jako "neutralny-pozytywny".

Jeśli zainteresował Cie artykuł, instrukcje do medytacji znajdziesz tutaj